Od rana szykowałam się do tego wyjazdu.. moje służące przygotowały dla mnie suknię, którą dostałam od ojca na specjalne okazje.
Dziś taka była, miałam zobaczyć po raz pierwszy w życiu chłopaka, z którym chciał mnie złączyć mój ojciec. Wpierw musiał przekonać jego ojca, króla Jacksona, a to dla mojego ojca, była drobnostka. Miał "dar" przekonywania ludzi, oczywiście nie wszystkich.. Nie mnie. Nie chciałam wychodzić za kogoś, kogo praktycznie nie znam, tylko po to, aby zachować pełny skarbiec królewski. A po za tym, nie potrafiłabym żyć z myślą, że chłopak, którego kocham (Kian) jest przy mnie, a jednak daleko. [...] Kiedy byłam ubrana, przyszedł czas na włosy.
Sama uporałam się z fryzurą... po południu mieliśmy wyjeżdżać, do tego czasu byłam gotowa.
[...na dziedzińcu...]
Ucieszyłam się, gdy Kian stanął w mojej obronie. A kiedy delikatnie dotknął mojej dłoni, myślałam, że oszaleję. Chłopak czekał na moją reakcję, posłałam mu więc ciepły uśmiech. Odwzajemnił gest. Wyglądał tak uroczo, gdy się uśmiechał.
- Dzięki. -powiedziałam po chwili.
- Drobiazg. -uśmiechnął się szerzej.
Wpatrywaliśmy się w siebie jeszcze przez dłużą chwilę, ale przerwał nam głos mojego ojca.
- Jacksonie, Ericu to moja córka, Rose. -wskazał na mnie dłonią- Rose, podejdźże bliżej! -nakazał, nieco gniewnym tonem.
Ja jednak nie mogłam się ruszyć, zapatrzyłam się w księcia Eric'a. Rzeczywiście był nieziemsko przystojny, ale nie miał w sobie... tego czegoś. Tego co miał Kian. Nagle Kian wziął mnie pod rękę i poprowadził stronę ojca. Byłam mu wdzięczna, gdyby nie on, nadal bym stała w miejscu jak głupia. Spojrzałam na niego kątem oka i lekko się uśmiechnęłam.
Kian?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz