- Idź. - wycedził przez zęby Król.
Ruszyłem w kierunku Alka, pogłaskałem go po grzbiecie i poprawiłem popręg, zasiadłem na jego grzbiecie. Przyglądałem się temu całemu księciu, nie wiem co każda w nim widziała. To on będzie mężem Rose... a mnie chyba zabije zazdrość. Nie chcąc dłużej na to patrzeć, uniosłem oczy ku niebu. Rzygać mi się chce... wszyscy poszli do środka, zostałem sam na zewnątrz. To wszystko mijało strasznie długo, zacząłem grać z jakimiś dziećmi w klasy, dobrze się przy tym bawiąc. Spojrzałem na zegarek, bez przesady, ile oni mogą tam siedzieć? W sumie w każdej chwili mogli wyjść.
- Dobra, muszę już iść. Do następnego. - uśmiechnąłem się, przybiłem z nimi piątkę i wróciłem do swojego konia.
Rose? Niech ona widzi jak się bawi z tymi dzieciakami z okna <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz